Jest trochę fikcji w twojej prawdzie i trochę prawdy w twojej fikcji
sobota, 2 lutego 2013
sobota, 22 września 2012
Festiwal HumanDOC po raz trzeci!
Zapraszamy
na kolejną, trzecią już edycję Festiwalu HumanDOC, która
odbędzie się tradycyjnie w warszawskiej Kinotece w dniach 25-28
października 2012 r.
Międzynarodowy
Festiwal Filmów Dokumentalnych HumanDOC „Globalny Rozwój w Kinie”
jest pierwszym w Europie Środkowo-Wschodniej i trzecim na świecie
innowacyjnym wydarzeniem ukazującym kino połączone z refleksją na
tematy globalne.
Obrazy
prezentowane na Festiwalu HumanDOC to prawdziwe perełki wśród
filmów dokumentalnych. Przedstawiają one świat w zbliżeniu: życie
za mniej niż jednego dolara dziennie, walkę z wykluczeniem
społecznym, skutki zmian klimatycznych, pomoc międzynarodową,
konflikty. Tegoroczna oferta obejmuje m.in. produkcje amerykańskie i
europejskie, wśród których nie zabraknie również dokumentów
rodzimych twórców takich jak Jerzy Śladkowski czy Kacper Czubak.
Festiwal
w swoich poprzednich odsłonach cieszył się ogromnym
zainteresowaniem ze strony publiczności i mediów. Wśród naszych
partnerów znalazło się m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP,
Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce i Uniwersytet
Warszawski.
W
tej edycji, podobnie jak w poprzednich, nie zabraknie inspirujących
wydarzeń towarzyszących festiwalowi, takich jak spotkania z
twórcami filmowymi i projekcje filmów w kinie oraz na platformach
internetowych.
Tym,
co wyróżnia HumanDOC spośród pozostałych festiwali o tematyce
dokumentalnej jest aktywny udział w debacie społecznej oraz
promowanie odpowiedzialności społecznej ze strony ludzi filmu, a
także szeroki zasięg działania i gotowość docierania do
wszystkich widzów. Liczymy, że Wasz udział tak jak w zeszłym
roku, tak podobnie i w tym, uświetni wydarzenia festiwalowe!
Zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej:
http://www.humandoc.net/
Więcej informacji już wkrótce!
Wybrane
propozycje tegorocznej edycji festiwalu:
„Bhutto”
(2010), reż. Duane Baughman, http://www.bhuttofilm.com/
„Generation Kunduz” (2011), reż.
Martin Gerner, http://www.generation-kunduz.de/Index-e.html
„Revenge of the Electric Car”
(2011), reż. Chris Paine, http://www.revengeoftheelectriccar.com/
„Afghan Star” (2008), reż. Havana
Marking, http://www.afghanstardocumentary.com/film.html
czwartek, 2 sierpnia 2012
A jeśli to wszystko jest iluzją...
Skoro już mowa o pracochłonności, trzeba wspomnieć, że wersja reżyserska filmu, uznawana przez samego Bergmana za jedyną właściwą, trwa aż 8 godzin. Istnieje również ''skrócona'' kinowa wersja trzygodzinna. Ingmar Bergman w jednej z rozmów miał powiedzieć: "Proszę zapomnieć o wersji trzygodzinnej! Uważam że jest okropna... Prawdziwy film Fanny i Aleksander trwa ponad pięć godzin. To nie jest film zrobiony po to, żeby go oglądać przez godzinę jednego tygodnia, a potem drugą godzinę i tak dalej. Ten film trzeba obejrzeć za jednym zamachem, z przerwą na obiad czy kolację. No i oczywiście bez czołówki serialu telewizyjnego. To jedyna wersja do zaakceptowania". Mimo że fabuła filmu rozwija się leniwie, zwłaszcza w pierwszej części, kiedy poznajemy stosunki panujące w rodzinie Ekdahlów, każda minuta poświęcona seansowi jest warta swojej ceny.
Akcja filmu rozpoczyna się w roku 1907, gdy rodzina Ekdahlów świętuje Boże Narodzenie. Głową rodu jest Helena, matka trzech synów: Oskara, Carla i Gustawa Adolfa. Wkrótce Oskar umiera, pozostawiając żonę Emilię oraz dwoje dzieci -- córeczkę Fanny i syna Aleksandra. Niebawem Emilie ponownie wychodzi za mąż za protestanckiego pastora, człowieka niezwykle oschłego i surowego. Fanny i Aleksander cierpią z powodu braku miłości, lęku i osamotnienia. Jednak wydarzenia przyjmą wkrótce zupełnie nieoczekiwany obrót...
W filmie można dopatrywać się wielu motywów biograficznych oraz ulubionych wątków reżysera. Szwedzki mistrz doskonale łączy realizm z elementami fantastyki i grozy. W efekcie otrzymujemy prawdziwą mieszaninę gatunków, począwszy od dramatu, poprzez studium psychologiczne rodziny i życia warstw wyższych, na traktacie moralno-filozoficznym skończywszy. Obowiązkowy seans nie tylko dla milośników twórczości Bergmana.
niedziela, 22 lipca 2012
niedziela, 15 lipca 2012
Zeitgeist: tylnymi drzwiami do prawdy
Wszystko zaczęło się w czerwcu 2007 roku, kiedy to na serwisie Google Video został udostępniony film Petera Josepha "Zeitgeist. The Movie". Nawet sam reżyser nie mógł spodziewać się tak ogromnego zainteresowania ze strony internautów. Joseph powrócił wkrótce z "Zeitgeist: Addendum" (2008) oraz "Zeitgeist: Moving Forward" (2011). Wszystkie z nich prezentują fakty dotychczas nienaświetlone, nieznane bądź wręcz zatajane przed opinią publiczną na temat natury ludzkiej, gospodarki, polityki i społeczeństwa.
ZEITGEIST: Moving Forward
sobota, 30 czerwca 2012
Słodkich snów (Mientras duermes)
Jeden z najwyżej ocenionych i najpopularniejszych hiszpańskich filmów 2011 roku, nowe dzieło Jaume Balagueró, który przywróciwszy świetność europejskiemu kinu grozy przebojową serią "[REC]", z podobnym sukcesem odnawia kanon thrillera psychologicznego.
Cesar (popisowa rola Luisa Tosara) wzorowo wypełnia obowiązki dozorcy w luksusowej kamienicy w samym sercu Barcelony. Gdy jednak w jednym z najelegantszych mieszkań zamieszka piękna Clara (Marta Etura), w skrytym Cesarze obudzi się demon. Zrobi wszystko, by zbliżyć się do fascynującej go kobiety.
piątek, 4 maja 2012
"To Rome With Love", czyli Allena laurka dla Włoch
Po "Vicky, Christinie i Barcelonie" oraz "Północy w Paryżu" przyszedł czas na kolejne miasto europejskie: a jest nim samo serce Włoch. W słonecznej Italii obraz podobno wzbudził mieszane recenzje, z przewagą entuzjastycznych.
Allenowi i tym razem udało się zebrać doborową obsadę: Alec Baldwin, Penelope Cruz, Jesse Eisenberg czy Roberto Benigni to tylko niektóre znane twarze, jakie pojawią się na ekranie.
Oficjalna premiera światowa filmu zapowiedziana została na czerwiec, jednak widzowie polscy będą musieli poczekać na komedię Allena aż do sierpnia.
Więcej na: http://www.hollywoodreporter.com/
Zwiastun: http://www.youtube.com/watch?v=WIbYqxqtP38
niedziela, 29 kwietnia 2012
The Cabin in the Woods Explained
Stereotypowy tytuł, banalna fabuła i postacie, czyli kolejny horror kończący się śmiercią grupy przyjaciół, którzy na własne życzenie obrali sobie odcięty od świata domek w samym sercu puszczy, gdzie nawet GPS-y stają się bezradne. Po premierze okazało się, że film nie tylko zbiera entuzjastyczne recenzje, ale przez wielu uznawany jest za rewolucję w gatunku horroru.
Ci, którzy woleliby najpierw obejrzeć film, bez sugerowania się narzuconymi interpretacjami, powinni w tym miejscu przerwać czytanie, natomiast ci, którzy po seansie zadają sobie pytanie, o co tak naprawdę chodziło, niech kontynuują lekturę.
"Dom w głębi lasu" przypomina filmy z pogranicza symulowanej rzeczywistości, nadrealizmu i mitu, a także te dzieła, których autorzy pochylali się nad pytaniem o granice naszej prywatności i wolności w inwigilowanym społeczeństwie, takie jak: "Cube", "Videodrome" czy "My Little Eye". Tytułowy domek to tak naprawdę labirynt zamieszkiwany przez istniejących od zarania ludzkości bogów, którzy żądni są krwawych ofiar ludzkich. Grupa młodych przyjaciół zostaje niejako zwabiona do tego miejsca i zmanipulowana przez panów w centrum dowodzenia. W szerszej perspektywie "bogami" jesteśmy my sami, czyli publiczność żądna nowych wrażeń i możliwie brutalnych scen, które mają nam zapewnić właściciele stacji telewizyjnych, jeśli chcą, by ich biznes przetrwał. W ten sposób "Dom..." doskonale wychwytuje i przedstawia wszelkie stereotypy, jakimi posługują się twórcy horrorów i standardowe konstrukcje akcji, np. bohaterowie w pewnym momencie postanawiają się rozdzielić, mimo iż na początku ustalili, że będą się trzymać razem.
Tak więc, tak jak "Postrach nocy" okazał się udanym remakiem i pastiszem filmów wampirycznych, tak "Dom..." doskonale wpisuje się w parodystyczne podejście do tradycyjnych slasherów.
Więcej o tym filmie i wielu innych horrorach na forum: http://ossuary.best-horror-movies.com/
piątek, 27 kwietnia 2012
Nieznane oblicze Bergmana
Niewielu reżyserów może pozwolić sobie na pełną swobodę twórczą w czasach, gdy przemysł filmowy rządzi się prawem popytu i podaży. Okazuje się, że nawet Ingmar Bergman został zmuszony do przyjęcia bardziej lukratywnej oferty, czego skutkiem jest m.in. seria reklam ... mydła Brise. Wszystkie nagrania dostępne są pod poniższym adresem:
Woody Allen o swoim mistrzu
Niezwykle rzadko zdarza się, żeby jeden reżyser był tak wielkim orędownikiem twórczości innego reżysera. Woody Allen nigdy nie ukrywał, że kino Bergmana było dla niego ogromną inspiracją. Poniżej wywiad, w którym neurotyczny twórca opowiada o swoim szwedzkim mistrzu.
http://www.youtube.com/watch?v=npHqAO3hj54
czwartek, 19 kwietnia 2012
Horror niezaimportowany
Mimo że horror jako gatunek filmowy cieszy się u nas sporym powodzeniem, do polskich kin i sklepów trafia tylko niewielki ułamek tego, co fascynuje widzów w innych częściach świata. Prasa często pomija horror z uwagi na niską wartość artystyczną sporej części wydawanych pozycji, zaś w internetowym gąszczu łatwo się zgubić. Tym bardziej warto prześledzić najciekawsze tytuły zeszłego roku – upiory z importu straszą równie skutecznie.
link do całego artykułu: Filmweb.pl
czwartek, 5 kwietnia 2012
...i wielkie milczenie zostało po nich. "Koń turyński".
Punktem wyjścia Konia turyńskiego stała się anegdota o Fryderyku Nietzschem, który w 1889 roku pochylił się nad losem konia bitego przez chłopa przy drodze. Filozof obejmuje zwierzę za szyję i płacząc, popada w obłęd, który na zawsze oddzieli go od świata. Tarr i Krasznahorkai podkreślają, że to właśnie Nietzsche był dla nich źródłem inspiracji, choć fabuła filmu skupia się wokół rzeczonego konia, jego właściciela oraz córki właściciela. Akcja filmu rozgrywa się w ciągu sześciu dni w ciemnej, wiejskiej chacie, a całość układa się w przytłaczającą wizję końca świata.
Według reżysera, film odzwierciedla "ciężar ludzkiej egzystencji", która tkwi nie w nieustannej myśli o śmierci, lecz w codziennej rutynie. Tarr uważa, że właśnie obserwowanie wykonywanych przez bohaterów codziennych czynności i rytuałów pozwala zauważyć, co jest nie tak w ich życiu. "Jest w tym coś bardzo prostego i czystego" -- twierdzi Tarr. "Koń turyński", zapowiadany jako ostatni film w karierze węgierskiego twórcy, jest z pewnością filmem przełomowym dla samego reżysera, oznaką dojrzałości w podejściu do kręcenia filmów. Tarr twierdził, że kiedy kręcił swój pierwszy film, marzył o tym, by zmienić świat. Teraz rozumie, że wiele z tych problemów jest bardziej skomplikowanych, niż mogłoby się wydawać. "Nie wiem, co nadejdzie, ale widzę coś, co jest bardzo blisko: koniec".
Filozofia Nietzschego patronuje fabule filmu, chociaż intencją Tarra było zawarcie autorskiej refleksji, innej niż stwierdzenie "Bóg umarł". Tajemniczy gość, który pojawia się w jednej ze scen, został nazwany przez Tarra "nietzcheańskim cieniem", który winą za zmierzający ku zagładzie świat obarcza nie tylko siłę wyższą, ale również człowieka.
W tym 2 i pół godzinnym obrazie nie znajdziemy więcej niż 30 ujęć. Niespieszny montaż, powoli tocząca się akcja, która w zasadzie ma "trwać" aniżeli posuwać wydarzenia do przodu, przywodzą na myśl filmy Tarkowskiego. Malarskie i wyważone kompozycje kadru pozwalają na kontemplację codziennej, powtarzalnej egzystencji mężczyzny i jego córki. W świecie, który zieje wrogością i z każdym dniem wciąga nas w apokaliptyczną otchłań.
''Wuthering heights'': We are bound by our desire...
Klasyka literatury angielskiej -- ''Wichrowe wzgórza'' -- powraca do kin. Film w reżyserii Andrei Arnold będzie można oglądać na srebrnym ekranie w Polsce od 20 kwietnia.
Nowe ”Wichrowe wzgórza”, czyli historia wielkiej namiętności Catherine i Heathcliffa, jest opowieścią o pożądaniu, okrucieństwie, zazdrości, bólu i zemście. Tę adaptację klasycznej brytyjskiej powieści Emily Bronte zrealizowała laureatka Oscara — Andrea Arnold. Główne role Heatcliffa i Catherine zagrali w filmie James Howson i Kaya Scodelario.
Oficjalna polska premiera zaplanowana została na 20 kwietnia. Tymczasem Kino Muranów zaprasza na pokazy przedpremierowe filmu.
czas trwania: 2 godz. 8 min.
gatunek: Melodramat
premiera: 20 kwietnia 2012 (Polska) 6 września 2011 (świat)
produkcja: Wielka Brytania
reżyseria: Andrea Arnold
scenariusz: Andrea Arnold, Olivia Hetreed
Zapraszamy do obejrzenia zwiastunu:
sobota, 31 marca 2012
"Dark Shadows" Burtona
Niedawno pojawił się news o innowacyjnej animacji Tima Burtona "Frankenweenie", tymczasem ekscentryczny reżyser lubujący się w turpistycznych tematach powraca z nową pełnometrażową produkcją. "Mroczne cienie" na ekranach polskich kin już 18 maja.
Historia ma swój początek w 1752 roku, kiedy rodzina Collinsonów wraz z synkiem Barnabasem wsiada na pokład statku zmierzającego do Ameryki. Mają nadzieję, że tam rozpoczną życie na nowo. Mija 20 lat. Dorosły Barnabas (Johnny Depp) ma bogactwo i wpływy. Jedyną jego wadą jest słabość do kobiet. Wszystko jednak zmienia się, kiedy bohater łamie serce pięknej Angelique Brouchard (Eva Green), która z nienawiści zamienia go w wampira. Po niespełna dwóch stuleciach Barnabas powraca na ziemię i poznaje świat, który wygląda zupełnie inaczej niż za czasów jego młodości...
Burton zgromadził plejadę hollywoodzkich gwiazd: Johnny Depp, Michelle Pfeiffer, Helena Bonham Carter czy młoda aktorka Chloë Grace Moretz, której przepustkę do kariery dał film "Pozwól mi wejść". Aby ocenić, czy produkcja okaże się dobrym pastiszem filmów wampirycznych, musimy jeszcze poczekać. Na razie musimy zadowolić się oficjalnym polskim zwiastunem "Mrocznych cieni":
piątek, 30 marca 2012
Nuty ''MARIEKE, MARIEKE'' nie do końca czyste?
Debiut Sophie Schoukens, który dzisiaj wchodzi na ekrany polskich kin, rozbudza apetyt na wiele, ale ucztą intelektualną nie jest.
"Marieke, Marieke" to film głęboko osadzony w emocjach. Kobiecy i intuicyjny. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że reżyserująca obraz Sophie Schoukens wzorowała się w portretowaniu surowej relacji matka-córka na filmach Hanekego, a po części na melancholijnych obrazach Sophii Coppoli. Jednocześnie scenariusz jest równie beztroski jak główna bohaterka filmu. Miejscami może irytować również sposób narracji prowadzonej w postaci synestetycznego strumienia świadomości, na który składa się potok obrazów, skojarzeń i wspomnień. Jednak sympatycy klimatycznych, lekko marzycielskich obrazów utkanych z lekkich niedopowiedzeń powinni być usatysfakcjonowani z seansu.
Film skupia się wokół przeżyć Marieke, 20-letniej dziewczyny, która na co dzień pracuje w fabryce czekoladek i mieszka ze swoją matką, która po śmierci męża zdystansowała się wobec świata i okazuje szczątkowe emocje wobec córki. Marieke, jak każda wkraczająca w dorosły świat osoba, pragnie odnaleźć swoje miejsce w rzeczywistości, określić swoją tożsamość. Tylko jak to osiągnąć, jeśli nie zna się swojej przeszłości? Właściwym słowem opisującym relację matki i córki byłoby po prostu "przywiązanie". Marieke praktycznie nie pamięta swojego ojca. Pozostały jej tylko skrawki wspomnień i słowa matki dotyczące jego śmierci. Dopiero gdy na horyzoncie pojawia się Jacoby, dawny przyjaciel ojca Marieke i wydawca jego dzieł, którego z dziewczyną łączy niezwykła więź, Marieke stopniowo dojrzewa i odkrywa zaskakującą prawdę o sobie i swojej przeszości, która dotychczas tłumiła jej rozwój.
Jedyną naprawdę ciekawą rzeczą w filmie Schoukens jest kontrast, jaki stanowią wobec siebie matka i córka. Pierwsza z nich to kobieta dojrzała, po przejściach, która nie jest gotowa, by otworzyć się na nową relację po śmierci małżonka. Powściągliwa, a nawet dosyć oziębła, sceptycznie podchodzi do kolejnych pomysłów córki. Marieke to jej zupełne przeciwieństwo, czy -- jak mogłoby się wydawać -- młodsza wersja, tryskający życiem i entuzjazem Eros. Co ciekawe, dziewczyna spełnienia szuka w związkach z dużo starszymi mężczyznami, co wręcz niebezpiecznie ociera się o gerontofilię. W relacjach z dojrzałymi mężczyznami odnajduje jednak to, czego brakuje jej w młodszych przedstawicielach płci przeciwnej: ciepło, zrozumienie i wolność. Jej fascynacja starszymi mężczyznami odzwierciedlenie znajduje w fotografii -- dziewczyna namiętnie portretuje fragmenty ciał mężczyzn, w ramionach których szukała ukojenia. Obrazy te są niczym elementy układanki przedstawiającej tożsamość Marieke: fragmentaryczną i ukazującą poszczególne elementy w wielkim zbliżeniu, niedającym obrazu całości.
Wobec "Marieke..." żywię nadal mieszane uczucia: podczas seansu miałam permanentne uczucie déjà vu, a z drugiej strony niektóre ze scen chłonęłam szczegół po szczególe i mogłabym analizować klatka po klatce. Jest to z pewnością dzieło impresyjne; ogląda się je trochę jak wystawę fotografii, z których każda prezentuje wybrany wycinek rzeczywistości, mocno skupiony na szczególe. Na pewno jest to debiut udany, pozostawiający nadzieję na więcej. Jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że póki co przesłanie filmu jest niczym sama Marieke: nie do końca dojrzałe i lekko egzaltowane.
niedziela, 25 marca 2012
"Chatroom". Czy ośmielisz się wejść?
Brzmi znajomo? Internet jako inkubator samobójczych myśli wyalienowanych nastolatków to motyw bynajmniej nie nowy...
Japoński reżyser Hideo Nakata, znany między innymi z horroru wszechczasów -- "Ringa" -- podjął w 2010 roku współpracę z amerykańskimi producentami, czego efektem jest "Chatroom" -- thriller o grupie nastolatków, którzy wzajemnie podsycają w sobie skrywane lęki i nienawiść.
Film sam w sobie akcję ma niespieszną i nieskomplikowaną, aczkolwiek nie można odmówić mu bardzo klimatycznej atmosfery niemal przesyconej szmerem internetowych łącz. Wydaje się, że Nakata nieznacznie uprzedził Jana Komasę i jego "Salę samobójców", ale tylko z pozoru, bo oba obrazy w szerszej perspektywie różnią się znacznie.
A miało być jak w bajce...
Czasami świadomie porzucamy wygodny fotel kinomana, by udać się w wędrówkę po najciemniejszych zakątkach kina. Dobrą propozycją mogą okazać się nie najnowsze, ale wciąż nie tak znane "Lilja 4-ever" i "Import/Export".
"Lilja 4-ever" (2002) to przejmujący dramat, którego akcja dzieje się w jednej z byłych republik radzieckich (w wielu recenzjach wspomina się o Estonii). Film otwiera jedna z końcowych scen, w której tytułowa bohaterka -- szesnastoletnia Lilja -- w podartym ubraniu, zadraśniętą twarzą i potarganymi włosami, biegnie w kierunku wiaduktu. Z jednej strony chce przed czymś uciec, lecz z drugiej wie, że pozostało jej już tylko jedno wyjście... Historia rozpoczyna się jak współczesna wersja bajki o kopciuszku. Na wieść, że jej matka wyjeżdża ze swoim kochankiem do Stanów, Lilja ochoczo pakuje swoje rzeczy (pieczołowicie owijając obrazek święty). Szybko jednak okazuje się, że dziewczyna będzie musiała pozostać w swoim mieście: sama, bez perspektyw, pieniędzy i pracy. Kiedy pewnego dnia poznaje Andrieja, który proponuje jej wyjazd do Szwecji, wydaje się, że będzie to przepustka do raju...
"Lilja" to kino miejscami mocne, miejscami melancholijne. Na pewno nie można powiedzieć, że nie ma filmów odważniejszych lub dobitniej pokazujących problem prostytucji, turystyki seksualnej i innych dylematów życia codziennego, jakie zgotował mieszkańcom postkomunistycznych republik świt kapitalizmu. Ale z pewnością jest to obraz, który poruszy czułe struny. Dla wielbicieli gatunku i pozbawionych nadziei krajobrazów godnymi polecenia będą również "Ładunek 200" Bałabanowa i "Szczęście ty moje", które niedawno gościło na ekranach polskich kin.
"Import/Export" Ulricha Seidla to losy dwojga ludzi, które idą w przeciwnych kierunkach. Olga, pielęgniarka z Ukrainy, porzuca rodzinę w poszukiwaniu lepszego życia na zachodzie i kończy jako sprzątaczka na oddziale geriatrycznym w Austrii. Paul, bezrobotny ochroniarz z Wiednia, szuka celu, dla którego warto wstać rano. Razem z ojczymem wyrusza na wschód i trafia na Ukrainę. Dwoje młodych ludzi pragnie rozpocząć nowe życie, ale styka się z brutalną rzeczywistością.
środa, 29 lutego 2012
"Grabarz" - przejmująca historia w innowacyjnej technologii
Kino Muranów zaprasza od 27
kwietnia na film niecodzienny. "Grabarz" w reżyserii Sándora Kardosa to
nie tylko przejmująca historia, ale też ciekawy eksperyment formalny.
Film jest adaptacją opowiadania Rainera
Marii Rilkego o tajemniczym młodzieńcu obejmującym posadę grabarza w San
Rocco. Mężczyzną interesuje się córka miejscowego podesty. Spędza z nim
całe dnie w cmentarnym ogrodzie, prowadząc rozmowy o śmierci. Tymczasem
miasteczko nawiedza plaga. Ludzie masowo umierają, ostatni żywi pchają
na cmentarz wozy pełne trumien...
Do realizacji filmu użyto aparatu
stosowanego podczas wyścigów konnych do rejestrowania zawodników
przecinających linię mety. Daje on znacznie bardziej zawężony obraz
przestrzeni niż zwykła kamera czy aparat fotograficzny. W Grabarzu nie
ma właściwie iluzji ruchu, przed oczami widza, od strony lewej do prawej
przesuwa się otoczony czarnym tłem prostokąt z obrazem. Obrazy te są
zniekształcone, rozmyte. Czasem klatki tworzą iście surrealistyczne czy
abstrakcyjne kompozycje. Reżyser umożliwia widzowi doświadczenie metod
konstrukcji obrazów filmowych, jakich próżno dziś szukać w kinie.
niedziela, 26 lutego 2012
Filmowy klub LGBT: "Glen czy Glenda". Nowy Wspaniały Świat zaprasza na kultowy "najgorszy film wszechczasów".
Pełnometrażowy debiut fabularny Eda Wooda Glen czy Glenda? z 1953 roku, przez długi czas był dziełem zapomnianym, gdy jednak nastała moda na twórczość tego „najgorszego reżysera wszechczasów”, stał się obiektem adoracji i nowych interpretacji. Okazało się, że wyprzedził swoją epokę.
Wood opowiada dwie historie– Glena, który w tajemnicy
przed narzeczoną, przebiera się w damskie ciuchy (tę rolę zagrał sam
reżyser, który prywatnie również był transwestytą) oraz Alana, który
przechodzi operację korekty płci. Komentarze do tych przypadków
wygłaszają prosto do kamery Doktor i Naukowiec (zagrany przez Bela
Lugosiego, słynnego odtwórcę roli Drakuli). Apelują o zrozumienie dla „inności”.
Film w wersji oryginalnej z polskimi napisami. Trwa 65 minut.
Po seansie do rozmowy z udziałem Wiktora Dynarskiego, wiceprezesa Trans-Fuzji, zapraszają Mariusz Kurc i Bartosz Żurawiecki.
wstęp wolny, piętro
poniedziałek, 27.02, godz. 19.00
Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat, Warszawa
Subskrybuj:
Posty (Atom)


