Po pełnym sukcesów pobycie w Meksyku, reżyser powrócił do Francji, gdzie wyreżyserował swoje ostatnie filmy.
Dziennik panny służącej (Le journal d'une femme de chambre) 1964
Esencją tego kryminału jest historia młodej Celestine, która przybywa z Paryża, by pracować jako służba w domu pewnej specyficznej rodziny. Dziewczyna dosyć szybko orientuje się, jakie zasady rządzą życiem domowników i zaczyna wykorzystywać swój potencjał seksualny do osiągnięcia konkretnych celów. Do czasu, gdy perwersja zaczyna prowadzić do rozwiązań ostatecznych...
Film jest kolejną odsłoną wartości drobnomieszczańskich, która wraz z innymi dziełami reżysera ("Dyskretny urok burżuazji") składa się na demaskatorski obraz życia społeczeństwa i wyznawanych przez nie ideałów politycznych i religijnych. ;
Piękność dnia (Belle de jour) 1967
Tym razem reżyser mierzy swe siły na dramat psychologiczny. Ale nie zamierza wcale rezygnować z tak umiłowanej przez siebie kontrowersji. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku poprzedniego filmu, jest to ekranizacja powieści -- tym razem pióra Josepha Kessela.
Młoda i piękna Séverine ( w tej roli równie piękna Deneuve), żona doktora Serizy, jest fascynatką praktyk sadomasochistycznych. Postanawia zostać prostytutką pracując podczas nieobecności męża w domu.
Nieoczywiste zakończenie filmu pozwala na kilka interpretacji, głównie przez to, że w filmie rzeczywistość płynnie przechodzi w sen na jawie.
Dyskretny urok burżuazji (Le charme discret de la bourgeoisie) 1972
Jedno z największych osiągnięć reżysera, nagrodzone Oskarem. Tym filmem Buñuel przetarł ścieżki Lynchowi: miesza sen z jawą, obnażając z dociekliwością psychoanalityka podskórne lęki przedstawicieli wyższych sfer. Chociaż akcję filmu tworzy ciąg tematycznie powiązanych wydarzeń, trudno tu doszukiwać się logiki -- to tylko reżyser puszcza oko do widza. Ale czy tylko?
Mroczny przedmiot pożądania (Cet obscur objet du désir) 1977
Łabędzi śpiew reżysera -- powraca do tematu obsesyjnej miłości i mrocznych stron pożądania. Motyw przewodni przypomina tematykę "Inferna" Clouzota. Kobietę o dwóch twarzach i naturach-- obiekt zmysłowych żądz starszego pana -- grają w filmie dwie aktorki; każda z nich uosabia inną część osobowości.
Dla miłośników kina Wysp -- ciekawa składanka kina brytyjskiego różnych dekad. Nie mogło zabraknąć oczywiście "Wstrętu" Polańskiego, który, co ciekawe, plasuje się na dosyć wysokiej pozycji. A podium?
Po dłuższej nieobecności powracam z nowościami, które już można lub wkrótce będzie można u nas podziwiać. Najciekawsze propozycje z linkami do recenzji w "Time Out: London":
Od kilku dobrych lat trwa moda na kino narodowe, nierzadko odbiegające od stylistyki mainstreamowych produkcji amerykańskich. Dawniej wartość sama w sobie, dostępna jedynie elitarnym kręgom koneserów filmów niszowych. Dziś – dobrze sprzedający się produkt dla mas w ambitnym opakowaniu. Czy hiszpańskie kino grozy jest jeszcze nas w stanie zaskoczyć?
Subtelna groza, wyrafinowane środki i poruszające historie – takie etykietki zwykli przypisywać krytycy hiszpańskim horrorom. W Polsce ich popularność wzrosła zwłaszcza po premierze „Labiryntu fauna” (który horrorem sensu stricto nie jest), a następnie obsypanego nagrodami Goya „Sierocińca”. Swój renesans przeżyły także uznane za klasyki filmy Guillerma del Toro czy Alejandra Amenábara, a wraz z nimi – liczne amerykańskie remaki bądź amerykańsko –hiszpańskie koprodukcje takie jak „Inni” Amenábara, „Ciemność” Jaume Balagueró czy „Vanilla Sky” Camerona Crowe.
Czym jest zjawa?
Europa odkryła nową jakość w kinie hiszpańskojęzycznym u progu XXI wieku. Okazało się, że epatujące krwią i okrucieństwem gatunki typu slasher i gore nie mają wiele do zaoferowania poza niezobowiązującą, i to w dodatku wątpliwą rozrywką. Wówczas, swoistym objawieniem w kinematografii okazał się „Kręgosłup diabła” („El espinazo del diablo”), hiszpańsko – meksykański gotycki thriller z 2001 roku w reżyserii Guillerma del Toro. Fabuła filmu jest mocno osadzona w realiach historycznych – są to czasy hiszpańskiej wojny domowej, dyktatury generała Franco, której echa, często w mocno zmitologizowanej bądź demonizującej formie pobrzmiewają w hiszpańskim kinie grozy. Obraz zebrał pozytywne recenzje zarówno w kraju jak i za granicą, głównie ze względu na złożoną linię fabularną i ciekawą perspektywę narracji subtelnie połączoną z elementami grozy. „Kręgosłup” jest momentami nostalgiczny, fabuła toczy się leniwie, by znów wyprowadzić widza z równowagi w najmniej oczekiwanym momencie. Pojawiające się na początku filmu pytanie „Czym jest zjawa?” tworzy klamrę kompozycyjną i jest jednocześnie inteligentną próbą ujęcia w ludzkie słowa zjawisk nadnaturalnych, bez nachalnych środków ekspresji.
W podobnej stylistyce subtelnej narracji utrzymany jest wspomniany już hiszpańsko – meksykański „Sierociniec” („El Orfanato”) Juana Antonia Bayony z 2007 roku. Reżyser zaprosił do produkcji samego del Toro; zależało mu, by film nawiązywał do tradycji kina hiszpańskiego lat 70. Efekt został osiągnięty: krytycy chwalili „Sierociniec” za reżyserię i aktorstwo, a także podkreślali, że nie ma w nim „tanich chwytów” jeśli chodzi o wywołanie strachu u widza. Podobnie jak w przypadku „Kręgosłupa”, mamy nawiązanie do motywu sierocińca i niewyjaśnionej tajemnicy z przeszłości lub winy, za którą nie była wymierzona kara, co jest częstym motywem przewodnim azjatyckich horrorów. Zwolenników mocnych wrażeń obraz taki może jednak znużyć i prowokować zarzuty o brak kreatywności oraz schematyzm fabuły odwołującej się do opowieści o duchach i seansów spirytystycznych, które już dawno powędrowały do lamusa naszych lęków.
Czym jest rzeczywistość?
Ale nie wszyscy twórcy tak chętnie polegają na tradycji. Doskonały thriller „Otwórz oczy” („Abre los ojos”) Amenábara z 1997 roku, który doczekał się amerykańskiej wersji pt. „Vanilla Sky”, dowodzi, że to umysł człowieka potrafi być pełen mrocznych zakamarków, a rzeczywistość może okazać się koszmarnym snem, z którego niełatwo się przebudzić. Film zebrał pochwały za ciekawe zabiegi formalne, m.in. nieliniową i dosyć skomplikowaną narrację oraz interesujące portrety psychologiczne bohaterów, a także podskórną refleksję dotyczącą współczesnej kultury.
Przełomem w kinematografii, filmem, w którym zacierają się granice między fikcją a prawdą, miał być zrealizowany w formie dokumentu „REC” (2007) Jaume Balagueró. Pomysł nie był oryginalny, gdyż już w 1999 roku pojawił się amerykański paradokument „Blair Witch Project”, promowany jako autentyczne nagranie rejestrujące ostatnie chwile życia trojga studentów. „REC”, odpowiednio do gatunku, stosuje niezwykle oszczędne, wręcz ascetyczne środki do budowania napięcia. Chwiejne ruchy kamery, liczne duble, obraz z noktowizora i ograniczone pole widzenia wzmacniają poczucie autentyzmu i dają widzowi poczucie uczestnictwa w sytuacji wymykającej się spod kontroli.
Niedawno na ekranach polskich kin pojawił się hiszpański horror „Oczy Julii” („Los ojos de Julia”) Guillema Moralesa. Promowano go prawie wyłącznie hasłami nawiązującymi do poprzednich udanych produkcji. „Lepszy niż Labirynt fauna”, główna aktorka znana z „Sierocińca”, „kolejne dzieło hiszpańskiego kina grozy”. Film mroczny klimat utrzymuje, niby wszystko się zgadza, ale napięcie rozpływa się w poczuciu nieustannego déjà vu (już sam tytuł przywodzi na myśl amerykańską wersję „Oka”, hiszpańskojęzyczny „Sekret jej oczu” czy nawet „Miasto ślepców”). Hiszpańskie kino grozy w istocie różni się od produkcji amerykańskich i przyzwyczaiło nas do innego typu wrażliwości niż horrory japońskie. Tylko czy ten zgrabny melanż ogranych motywów repertuaru kina grozy rzeczywiście tworzy nową jakość?
Zasada jest taka: cytat jest dobry na wszystko. A jeśli dodatkowo da się wkomponować w tok naszego myślenia, jego sukces jest podwójny. Zwłaszcza, jeśli autorem jest Bergman czy Kubrick.
David Lynch o technice i kreatywności:
"I don't think about technique. The ideas dictate everything. You have to be true to that or you're dead."
Errol Morris o względności naszego poznania:
"I like the idea of making films about ostensibly absolutely nothing. I like the irrelevant, the tangential, the sidebar excursion to nowhere that suddenly becomes revelatory. That's what all my movies are about. That and the idea that we're in possession of certainty, truth, infallible knowledge, when actually we're just a bunch of apes running around. My films are about people who think they're connected to something, although they're really not."
Federico Fellini o perwersyjnej personifikacji kina:
"Cinema is an old whore, like circus and variety, who knows how to give many kinds of pleasure."
Francis Ford Coppola o początkach i rutynie:
"When you start you want to make the greatest film in the world, but when you get into it, you just want to get it done, let it be passable and not embarrassing."
Ingmar Bergman o sile przekazu filmowego:
"Film as dream, film as music. No form of art goes beyond ordinary consciousness as film does, straight to our emotions, deep into the twilight room of the soul."
Stanley Kubrick o filmie jako sposobie ekspresji:
"The very meaninglessness of life forces man to create his own meaning. If it can't be written or thought, it can be filmed."